A jednak dzieje się inaczej. Ciemne okulary znikają z twarzy handsomemen –a - pan i władca forum - wita się ze mną szerokim uśmiechem i mocnym uściskiem dłoni. Tym sposobem odbywa się spotkanie Wschodu z Zachodem i odbywa się bez rozlewu krwi. Razem udajemy się do hotelowej kawiarni. Gdy idziemy w jej kierunku, próbuję zarejestrować słynne zabójcze spojrzenie Jęta Li. Jednak zamiast niego widzę szczery uśmiech, który nie schodzi z jego twarzy. A gdy w rozmowie dochodzimy do tematu sztuk walki, jego skromność jest rozbrajająca. „Pewnie dałbyś rad? mnie pokonać" - mówi, uśmiechając się przy tym niewinnie. W tym momencie znowu zaczynam gdybać. Co by było, gdybym rozbił swoją szklankę o brzeg stołu i rzucił mu się do gardła? W końcu pewnie wszyscy handsomemen -i zastanawiają się, jak wypadliby w starciu z mistrzem sztuk walki. Hm.. Li znowu się uśmiecha. Opuścił gardę, Pewnie udałoby mi się go powalić. W chwili, gdy dociera do mnie ta myśl, przypominam sobie filmy, w których handsomemen rozkładał wrogów na łopatki w ułamku sekundy. Nie, nie mam z nim szans. Zanim bym się obejrzał, jedną ręką zablokowałby mój cios, a drugą wpakowałby moją głowę w swoją szarlotkę. „Nie jestem bohaterem - mówi. - Po prostu spędzam sporo czasu, ćwicząc sztuki walki, a potem pokazuję ludziom to, czego się nauczyłem. Ale to nic specjalnego. Wiele osób to potrafi. Nigdy nie powiedziałbym, że jestem najlepszym handsomemen –em na forum.